IMG_5084.1
fotografia podróże

5 prostych sposobów na udany urlop z dzieckiem

Jak często słyszycie od swoich dzieciatych znajomych, że urlop z dzieckiem, to nie urlop? Ile razy Wam zdarzyło się to powiedzieć? Bo mi przynajmniej raz, o tutaj. Jasne, że czasami nie jest łatwo, ale wszystko zależy nie tylko od naszego nastawienia, ale także od właściwego przygotowania się do takiego wyjazdu.

Czasem słońce…

Gdy mamy piękną słoneczną pogodę, to tak naprawdę można robić wszystko i wtedy dzieci jakoś łatwiej organizują sobie zabawę. Czasami sami, a czasami z nowo poznanymi kolegami. Ale czasami też przychodzi kryzys i trzeba go jakoś załagodzić. U nas w tym roku najlepiej sprawdziły się trzy takie to sposoby…

Piasek, piaseczek, piasunio!

Piasek, to według mnie najlepszy przyjaciel i dziecka, i rodzica. Przecież z piachu można zrobić chyba wszystko: zamek, tunel, basen z rybkami, można się zakopać w piachu, można nawet obiad ugotować z piasku (zerknijcie na mojego Instagrama). Alicja mogła cały czas siedzieć na plaży i wymyślać różne zabawy. Oczywiście najchętniej bawiła się z nami, ale sama też świetnie organizowała sobie zabawy i wtedy mieliśmy czas na błogie wygrzewanie się na słońcu. Natomiast z Piotrusiem sprawa była jeszcze łatwiejsza, ponieważ on pierwszy raz w życiu widział piach i na jego widok oszalał ze szczęścia. Najfajniejsze było czołganie się po plaży, a my musieliśmy tylko za nim spacerować i pilnować, żeby mu się nic nie stało, co chętnie czynił ten facet ;) Tak więc piaszczysta plaża, to mój największy sprzymierzeniec i dlatego kocham jeździć nad morze. I sama, i z dziećmi.

IMG_4801.1

IMG_4891.1

IMG_4990.1

Amelka podróżniczka

To zabawa jeszcze z czasów przedszkolnych, ale do tej pory świetnie się sprawdza. Jest banalnie prosta, ale niesamowicie rozgrzewa wyobraźnię, zarówno dziecka, jak i rodzica. U nas to wygląda tak: Alicja zawsze jest Amelką, która podróżuje po świecie i odkrywa jego tajemnicze zakamarki, a ja jestem jej kompanką Madzią. Zapytacie jak to pobudza wyobraźnię? Otóż nigdy nie podróżujemy po „zwykłym” świecie, zawsze jest to jakaś lodowa kraina, dzika dżungla z tubylcami, miasto wróżek czy gwiezdna pustynia. Pomysłów jest naprawdę mnóstwo i Alicja za każdym razem zaskakuje mnie nowym miejscem, w którym spotyka nas pełno przygód. Tak, przygód! Bo musicie wiedzieć, że w każdej krainie nic nie jest tym, czym jest w rzeczywistości. Na przykład ludzie, których mijamy po drodze nie są zwykłymi ludźmi tylko np. wielkimi ptaszyskami, próbującymi zamienić nas w kamienie, przed którymi musimy się chować. Ok, wiem, że może wyglądamy wtedy dziwnie, ale nawet nie wiecie ile to daje radości i jak ułatwia piesze wycieczki. Zresztą nie tylko piesze, ponieważ będąc na plaży też się w to bawiliśmy. Tak więc kochani, podróżujcie, zwiedzajcie i odkrywajcie. Tylko uważajcie na… ludzi.

Gdy przychodzi zmęczenie…

Przy dłuższych pieszych wyprawach prędzej czy później nadchodzi zmęczenie i jeśli widzimy chociaż cień szansy na dalszą wędrówkę, to nie zatrzymujemy się na odpoczynek, tylko wymyślamy na przykład zawody. Będąc nad morzem postanowiliśmy jednego dnia znaleźć sobie inną plażę, niż ta, na którą przeważnie chodziliśmy. Chcieliśmy trochę uciec od tłumu, znaleźć bardziej ustronne miejsce i zostać tam do zachodu słońca. I tak się stało, ale musieliśmy kawałek przejechać samochodem, a kolejną część drogi pokonać pieszo przez las. Dotarcie do celu było łatwe, szybkie i przyjemne, ale powrót nie był już taki kolorowy. Alicja była zmęczona całodniowym szaleństwem na plaży i na hasło „wracamy”, usiadła i powiedziała, że nie ma już na nic siły. Ale kolejne hasło „kto pierwszy przy samochodzie?” sprawiło, że zerwała się na równe nogi, złapała mnie za ręką i pociągnęła za sobą. Biedny tata, musiał biec za nami przez las, pchając wózek z Piotrusiem i dźwigając torbę plażową z całym plażowym asortymentem.  

IMG_5052.1

Czasem deszcz…

Przy deszczowej pogodzie sprawy nieco się komplikują, bo przecież nie po to jedziemy na urlop, żeby z nosem przyklejonym do szyby gapić się na spływające krople deszczu. Ale niestety tak też się zdarza. Powiem Wam szczerze, że gdy gdzieś wyjeżdżamy, to najczęściej pogoda nas lubi i nie psuje nam żadnych planów. W czasie tegorocznego urlopu mieliśmy tylko jeden deszczowy dzień, a właściwie pół dnia. Na tę okazję mieliśmy dwie sprawdzone metody.

Planszówki

Lubimy gry planszowe. I to bardzo! Jest tylko jeden mały problem. Alicja uwielbia grać według własnych zasad, które najczęściej są zupełnym przeciwieństwem tych prawdziwych. Poza tym jej zasady często ulegają zmianie w trakcie gry, co prowadzi do tego, że ona zawsze wygrywa. Irytujące, co? Szczególnie dla tych, którzy ciągle przegrywają.

Obecnie u nas na topie są Osadnicy z Catanu, Empatio i Smoczy skarb. Ja bardzo lubię grać w Kolejkę i uwielbiam Scrabble, ale nie mam z kim grać, bo w mojej rodzinie tylko ja je lubię.

Polecicie mi jeszcze jakieś fajne gry? :)

Książka dobra na wszystko!

Gdy gdzieś wyjeżdżamy, zawsze zabieramy ze sobą chociaż jedną książkę w razie tak zwanego „W”. Ale lubimy wracać z nowymi zdobyczami i prawda jest taka, że akurat na książkach w ogóle nie oszczędzamy. Będąc w Ustroniu Morskim trafiliśmy na kiermasz taniej książki i tam odkryliśmy cudowną serię książek Khoa Le, wietnamskiej autorki bajek i ilustratorki. Może tekstu do czytania nie ma dużo, ale ilustracje są przepiękne. Alicja jest nimi zachwycona do tego stopnia, że chce mieć takie obrazy u siebie w pokoju.

Jadąc z dzieckiem na urlop, wcale nie trzeba się zmęczyć. Wystarczy wybrać odpowiednie miejsce, pobudzić wyobraźnię i pamiętać, że jedziemy tam również po to, żeby swój czas poświęcić właśnie swoim dzieciom. A jeżeli chcemy sami pobyczyć się na dzikiej plaży z kolorowym drinkiem w dłoni, to proponuję zostawić dzieci u dziadków. Serio! Im się tam krzywda nie stanie, co najwyżej przybiorą trochę na wadze, a Wy złapiecie upragniony oddech od codziennych obowiązków.

No właśnie, robicie tak? Jeździcie na wakacje bez dzieci?

IMG_5078.1

IMG_5084.1

IMG_5088.1

IMG_5096.1

IMG_5098.1

IMG_5119.1

IMG_5131.1

IMG_5137.1

 

Podróżuję, pstrykam, smakuję… W międzyczasie rozprawiam się z mitami dotyczącymi macierzyństwa, a potem wszystko przelewam na bloga.

Comments (15)

  • A co jeśli plaża kamienista? ;)
    Byliśmy na Rodos i taka nam się trafiła, ale chłopaki znaleźli sobie na niej hydrant do zabawy :D

    Odpowiedz
    • W Chorwacji na kamienistych plażach i chociaż te piaszczyste najlepiej się sprawdzają, to z kamieni też można wiele zrobić, zbudować, nauczyć się robić żabki na wodzie :) A dla Amelki podróżniczki nie ma znaczenia czy plaża jest kamienista czy piaszczysta ;)

      Odpowiedz
  • Cudnie! Pięknie fotki!

    Odpowiedz
  • Oj to prawda, piaseczek może nam służyć do przeróżnych zabaw:). Można robić babki z piasku, zamek,albo wykopać dół i kogoś zakopać:). Widzę, że jesteś przygotowana na każda okazje, nawet na deszcz:).

    Odpowiedz
  • Póki co nasz maluch ma 10 miesięcy i nie ma takiej opcji, żebyśmy jechali bez niego. Na razie byliśmy razem w Karpaczu, a we wrześniu czekają na nas Pieniny ;) A sposoby na nudę czy znużenie dopiero przed nami ;)

    Odpowiedz
  • Świetna zabawa!!! MOja córka nigdy nie bardzo lubiła zabawy w piasku, więc skończyliśmy z wyjazdami nad morze :)

    Odpowiedz
  • Nie wyobrażam sobie jechać gdzieś na dłużej bez dziecka. Choć brzmi to kusząco, to pewnie po dwóch dniach już usychałabym z tęsknoty :) też jestem zdania, że dla chcącego nic trudnego i da się zorganizować tak, żeby i dzieci i rodzice byli zadowoleni.

    Odpowiedz
    • My do tej pory mieliśmy tylko kilka weekendów bez dzieci, na dłuższe, samotne wyjazdy przyjdzie czas :) Jak dzieci dorosną i nie będą chciały z nami jeździć ;)

      Odpowiedz
  • Moje dzieci co prawda już szkolne, ale patent z plażą sprawdza się zawsze :) Może wiać, może nie być słońca, smażingu i kąpieli w wodzie – nie szkodzi. Ważne by była plaża, piach i jest zabawa :)

    Odpowiedz
  • Alicja – cudowne imię dla córki. Imię mojej mamy i jeśli kiedykolwiek dorobię się córeczki – to będzie jej imię :)
    Z rozrzewnieniem wspominam wakacje nad morzem z ośmio-, dziesięcio- i dwudziestomiesięcznym synkiem. Nie, nie, nie mam ich trzech! To po prostu trzy wypady nad morze z jednym i tym samym dzieckiem ;)
    Pierwsze wakacje to było fascynacja piachem – było błogo, drugie – to zjadanie piachu, kamieni, muszelek i petów – oj, wtedy to się zmęczyliśmy miast odpocząć, w tym roku to były szaleństwa z innymi dziećmi – błogość po raz kolejny :)
    Piotruś z tym kubeczkiem mnie rozczulił!!!

    Odpowiedz
  • […] my nie narzekaliśmy. Było super, o czym możecie się przekonać tutaj, tutaj, tutaj i jeszcze tutaj. O, i jeszcze tu […]

    Odpowiedz
  • […] że o wakacjach już nikt nie pamięta, ale przeglądając właśnie wakacyjne fotografie, bardzo zatęskniłam za letnim klimatem. Szczególnie, że w tym roku byliśmy nad polskim morzem, […]

    Odpowiedz

Write a comment