food-pot-kitchen-cooking
gotowanie

6 smaków z dzieciństwa, za które jestem wdzięczna swojej mamie

W moim rodzinnym domu nie zawsze było obficie, z przepychem i na bogato. Właściwie to rzadko tak było. Ale zawsze było smacznie (no, chyba, że mama zrobiła flaczki, których nie cierpię), zawsze było od serca i zawsze było… normalnie. Dwa razy do roku zdarzały się święta i czasami jakieś imprezy urodzinowe. Wtedy było inaczej, wtedy padało to popularne hasło: “Nie jedz! To na święta.” Ale zawsze, czy to na co dzień, czy od święta, moja mama wkładała całe swoje serce w potrawy, które przygotowywała. Tak, moja rodzinna kuchnia była wypełniona miłością i smakami, które do tej pory pamiętam. 

1.Chleb w jajku

Inaczej francuskie tosty, ale mocno spolszczone. Sposób przygotowania (dosyć prosty i dosyć niezdrowy): rozbijamy jajko, dodajemy trochę pieprzu i wegety (aaaa!!!!), dobrze roztrzepujemy. Rozgrzewamy na patelni tłuszcz, chleb z dwóch stron obtaczamy w jajku i kładziemy na rozgrzaną patelnię. Gdy usmażymy tosta na jednej stronie i przewrócimy na drugą, kładziemy plaster żółtego sera i smażymy dopóki serek się nie roztopi. Można jeść z keczupem. Właściwie to niewiele one mają wspólnego z francuskimi tostami, ale niech już tak zostanie. 

IMG_1373.1

2. Manna z masłem, cukrem i cynamonem

Najlepsza kasza manna na świecie. Wiem, że częściej jadało się ją z syropem owocowym, ale nam mama robiła ją właśnie w taki sposób. Gęstą (bardzo gęstą) mannę posypywała cukrem i cynamonem, a potem polewała rozpuszczonym masełkiem. Rany! Jak to smakowało…

3. Ryż ze śmietaną i z cukrem

Do tej pory się tym zajadam. Zawsze gdy do obiadu jest mi potrzebny ryż, gotuję go więcej po to by na kolację (uuu… ile to kalorii przed snem?) móc zjeść właśnie ryż ze śmietaną i z cukrem. Wykonanie banalnie proste: ugotowany ryż polewam śmietaną (12%) i posypuję cukrem. Proporcje według uznania. Miłośnicy cynamonu mogą dodać cynamon.

IMG_1433.1

4. Sok z pomarańczy i marchewki

W przypadku tego soku powinniśmy się trzymać przepisu, a wygląda on następująco: 2 całe pomarańcze (umyć i sparzyć wrzątkiem) i 3 marchewki kroimy w drobną kostkę, zalewamy litrem wody i na wolnym ogniu gotujemy przez około 2 godziny. Po tym czasie wszystko blendujemy. W dużym, oddzielnym garnku gotujemy 4,5 litra wody z 0,5 kg cukru. Po zagotowaniu dodajemy sok z marchwi i pomarańczy oraz półtorej łyżki kwasku cytrynowego (można dodać sok z cytryny, moja mama dawała kwasek). Dokładnie mieszamy i zostawiamy aby się schłodziło.

5. Makaron z jajkiem

Z tym makaronem to jest trochę tak, jak z pomidorową w poniedziałek, tylko w tym przypadku nie czekamy do poniedziałku, a jedynie do wieczora (kolejna zdrowa kolacja). Gdy z obiadu zostawał makaron, a zostawał prawie zawsze, mama podsmażała go na patelni, wbija do tego jajko i doprawiała do smaku pieprzem i solą. Gdy jajko się ścięło, kolacja była gotowa. 

6. Smażony chleb 

Inaczej tosty, tylko w wersji „no fit!”. Bo wiecie jak to się kiedyś u mnie robiło? Mama rozgrzewała tłuszcz, kromkę chleba moczyła w wodzie i siup na patelnię. To była moc. Głośno skwierczący tłuszcz, zapach smażonego chlebka i ta ślina zbierająca się w buzi, której nie dało się zatamować. Pamiętam, że nie miało to dla mnie znaczenia, że gorący chleb parzył mnie w palce i podniebienie, po prostu nie wytrzymywałam, musiałam jeść od razu. Zresztą święty by nie wytrzymał.

IMG_1372.1

Jak te czasy się zmieniają…

Te wszystkie rarytasy mama serwowała mi mniej więcej między 6 a 15 rokiem mojego życia. Wtedy nie miało dla mnie znaczenia ile mają kalorii lub czy są zdrowe, ważne było to, że są po prostu pyszne. Ale gdy porównam to z przekąskami, które ja robię dla swojej córki, nieco otwierają mi się oczy na pewne sprawy. Ja, przygotowując jedzenie dla Alicji myślę o tym, żeby ograniczać wszechobecny cukier, żeby upiec w piekarniku zamiast usmażyć, żeby nie przesadzać z solą, żeby przemycić jak najwięcej warzyw i owoców, żeby zamieniać białe pieczywo na ciemne i jeszcze przynajmniej ze sto innych rzeczy, dzięki którym zaszczepię w mojej córce nawyki zdrowego żywienia. Natomiast moja mama przygotowując dla nas niektóre posiłki myślała o tym, żebyśmy w żaden sposób nie odczuli, że czasami brakowało w domu na chleb. Co więcej, gdy robiła na przykład jakieś ciastka, rogaliki czy drożdżowe bułki, pakowała nam je do worka, a my obdarowywaliśmy tymi pysznościami naszych kolegów i koleżanki (czyt. pół osiedla). W ten sposób uczyła nas, że nawet mając mało można podzielić się z innymi. 

Jestem wdzięczna, że nie muszę się martwić o to, że nie mam co wrzucić do przysłowiowego garnka, ale jestem też wdzięczna za to, że wiem jak to jest gdy czasami ciężko związać koniec z końcem. Cieszę się, że moja córka ma rzeczy, które sobie wymarzy, ale wiem też jak to jest stać przed sklepową witryną i z wypiekami na twarzy przyglądać się lalce, którą tak bardzo chciałoby się mieć. 

Nie mam zamiaru w żaden sposób karać swoich dzieci za to, że nie wszystko w życiu otrzymałam na złotej tacy, ale nie mam też zamiaru ukrywać przed nimi, że nie wszystkie dzieci mają tyle, co one, a niektórym rodzicom nie jest tak łatwo zaspokajać pewne potrzeby i zachcianki swoich dzieci. Chcę dać swoim dzieciom wszystko co według mnie najlepsze, odpychając na bok uwagi, że w ten sposób mogę je skrzywdzić. Wiem, że nie krzywdzę ich, bo oprócz rzeczy, które mogę kupić za pieniądze, uczę ich wrażliwości na ludzką krzywdę. I serce mi rośnie, gdy widzę jak Alicja wyciąga ze swojej skarbonki pieniądze i chce się nimi dzielić, gdy wie, że ktoś tych pieniędzy potrzebuje. Pękam z dumy gdy pakuje zabawki i książki, z których już nie korzysta i oddaje je dzieciom do hospicjum. Jestem szczęśliwa gdy moja 6-letnia córka prosi mnie w sklepie, żeby zamiast czegoś słodkiego kupić wielką paczkę karmy dla psiaków i oddać ją do schroniska. Brak pieniędzy albo ich nadmiar nie są w stanie popsuć dziecka, jeśli za tym dzieckiem stoją rodzice, którzy mają szacunek do tych pieniędzy. 

Jestem dumna z tego, że mam tak wspaniałą mamę, która nauczyła mnie, że „mieć mało” nie oznacza „nie dzielić się”. Jestem dumna z tego kim jestem i skąd pochodzę, chociaż gdy sięgam pamięcią wstecz, to przypominam sobie, że często miałam żal do życia o to, że inni mieli więcej, mieli lepiej. Nie wstydzę się tego, że tak wtedy myślałam. Mogłabym się wstydzić, gdybym myślała tak cały czas.

To, czego nie potrafię wyrazić słowami, wyrażam poprzez fotografię. To, co smakuje mi najbardziej jest koloru zielonego. Tam, gdzie się gubię, tam się odnajduję. Zapraszam do mojego smacznego, wykadrowanego świata. Kasia

Comments (18)

  • Znam te wszystkie przysmaki i pamiętam dokładnie ich smak. :)

    Odpowiedz
  • U mnie makaron z jajkiem, kasza manna, gotowana młoda kapusta i smażony chleb – proste, a jakie pyszne:) I masz rację, można mieć mało, ale umieć się dzielić. To niezwykle ważne:)

    Odpowiedz
  • Smaki dzieciństwa mmmmm :) chlebek i tak wymiata i jak jeszcze posypać go cukrem to już wogóle :D

    Odpowiedz
  • Oh… Chleb maczany to moja ulubiona kolacja. Niestety :)

    Odpowiedz
  • Z tej listy makaron z jajkiem to zdecydowanie mój nr jeden! :) Ja tęsknię za siekanymi jajkami ze szczypiorkiem, które często robiła mi babcia i choć niby mogłabym teraz zrobić je sobie sama, to już jednak nie będzie to samo…

    Odpowiedz
    • Wszystkie te rzeczy można zrobić samemu, a jednak to nie to samo ;)

      Odpowiedz
  • Znam te smaki :) U nas chleb był smażony w cieście podobnym do naleśnikowego robię go tak samo moim dzieciom :) U nas jeszcze byłą zupa z wiśni i racuchy drożdżowe .

    Odpowiedz
  • Też dobrze pamiętam chleb smażony. I do tego z cukrem. A kiedy mama robiła swój makaron, to też go podjadaliśmy – po upieczeniu na blacie kuchni. Tak, te smaki to smaki takiego prostego dzieciństwa, gdy nie było rarytasów. Albo nie było pieniędzy na nie. To, co czym piszesz, o umiejętności dzielenia się – to niekoniecznie zależy od tego ile pieniędzy się posiada. Choć niby teoretycznie łatwiej być dobroczyńcą, gdy na ma się ich dużo, to chyba za statystyk wynika, że to jednak ci mniej zamożni się są bardziej szczodrzy…

    Odpowiedz
    • Dokładnie! Nie wiem z czego to wynika, ale też mi się wydaję, że do dzielenia się bardziej skłonni są ci, którzy mają mniej.

      Odpowiedz
  • Szczególnie chleb z jajkiem ale jadaliśmy bez sera, makaron z jajkiem, ryż ze śmietaną no i makaron ze śmietaną. Wtedy jedzenie też było inne, zdrowsze, nie przetworzone.

    Odpowiedz
  • Moja mama również w podobny sposób mnie karmiła, czego teraz razem żałujemy. Uniknęłybyśmy wiele chorób. Podniebienia moich dzieci będę rozpieszczać owocami :)

    Odpowiedz
    • Podobno jesteśmy tym, co jemy, więc niezdrowe jedzenie na pewno będzie się odbijać na naszym zdrowiu. Ale myślę, że raz na jakiś czas można zgrzeszyć ;)

      Odpowiedz
  • Jaj… pobudziłaś moje wspomnienia :)

    Odpowiedz
  • Co prawda to co wymieniałaś, to akurat “nie moje” przysmaki, ale też takowe miałam :) U mnie takich największym (i błyskawicznym w przygotowaniu) hitem była kanapka z masłem i cukrem ;)

    Odpowiedz
  • […] rodzinny dom kojarzę z ciepłymi drożdżówkami, rogalikami z dżemem, pączkami, ciastkami i pysznym sokiem pomarańczowym. Swój dom kojarzę z mamą, która pokazała mi, że nawet jeśli posiadamy mniej, to w żaden […]

    Odpowiedz

Write a comment