IMG_2930.2
lifestory

A Ty lubisz narzekać?

Jakiś czas temu miałam okazję poznać pewną Ukrainkę. Kobieta około 10 lat starsza ode mnie, przez długi czas mieszkała i wychowywała się w Kijowie. Inne czasy, inna rzeczywistość. A ponieważ uwielbiam poznawać historie różnych ludzi nie mogłam się powstrzymać i delikatnie ją sprowokowałam pytaniem „Lepiej się Pani żyje w Polsce?”

Kiedyś to były zupełnie inne czasy…

„Wie Pani, kiedyś to były zupełnie inne czasy. Ja pochodzę z Kijowa, ale w Polsce mieszkam prawie już od 20 lat. Tam nie było łatwo, tam kobiety nie miały łatwo. Teraz to jest zupełnie inny świat, szczególnie tu, w Polsce. Syna wychowywałam sama, bo mój mąż zginął w wypadku gdy byłam w 8 miesiącu ciąży. Mój Boże, miałam jedno dziecko i ledwo dawałam radę. Tak, z jednym dzieckiem. I niech mi się Pani nie dziwi. Serce miałam złamane po śmierci męża i zero chęci do życia. Naprawdę nie było mi łatwo. Pamiętam jak zimą zaprowadzałam syna do żłobka, a sama biegłam do pracy, bo na chleb musiałam zarobić. Tylko kiedyś to były zupełnie inne zimy. Temperatura -20 stopni, śniegu po kolana, a ja z tym małym zawijątkiem w dłoniach. Teraz to wie Pani, samochody… A ja sankami go ciągnęłam. Czasami nosiłam na rękach, żeby nam cieplej było. I Pampersów też wtedy nie było. Pamiętam jak go odbierałam z tego żłobka i opiekunki mi dawały cały worek tych zasikanych pieluch. Prałam je do późnej nocy, a potem na grzejniku suszyłam, żeby na rano były czyste i suche. I wie Pani co, ja się wcale nie dziwię jak kobieta z jednym dzieckiem mówi, że jest zmęczona i wcale jej nie oceniam. Rozumiem ją. Ale dziwię się tym, które mają na przykład troje, czworo dzieci, że im się tak chce, że mają na to siłę. Moja mama razem ze mną, to miała 11 dzieci. I wie Pani co? Tylko jedna siostra ma dwójkę dzieci, reszta ma jedno albo wcale. Co myśmy się napatrzyli na naszą mamę, to żadne z nas nie chciało chyba przez to samo przechodzić. Wyobraża Pani sobie mieć tyle dzieci?”. 

Nie! Nie wyobrażam sobie.

Uwielbiam narzekać!

Mam dwoje dzieci i czasami zapominam jak się nazywam, a mam w życiu naprawdę łatwo. Nie muszę pracować, mogę zając się domem, dziećmi, rodziną i mogę sobie swój czas rozplanować tak, żeby było mi wygodnie. A i tak co drugi dzień mam kryzys. Gdy na dworze jest zimno, pada deszcz, to wygodnie pakujemy się do ciepłego samochodu i jedziemy tam, gdzie mamy jechać. A i tak narzekam na korki. Chcę wyjść z mężem do kina, są babcie. Chcę spotkać się z koleżanką, jest mąż. A i tak narzekam, że ciągle w domu siedzę. Nie chce mi się gotować obiadu, dzwonię tam gdzie trzeba i zamawiam. A i tak zdarza mi się powiedzieć „rany, jeszcze obiad trzeba ugotować”, mimo iż to lubię. Nie piorę i nie suszę nocami pieluch, a często przewracam oczami, gdy trzeba jechać do sklepu po kolejną paczkę pieluch, bo mi się nie chce „w tych kolejkach stać”. 

Narzekanie jest łatwe…

Wiem, nie mieszkam w Kijowie i mamy 2016 rok, ale przyznam Wam się, że jestem mistrzem narzekania. Ostatnio mieli wpaść do nas znajomi. Godzina prawie 12.00, a ja sama z dwójką dzieci. Biegam w piżamie po mieszkaniu, żeby je ogarnąć, w międzyczasie gotuję obiad, szykuję poczęstunek dla gości, karmię Piotrusia i próbuję ogarnąć Alicję. Nagle dzwoni telefon. Koleżanka, która za kilka godzin ma być u mnie z całą rodziną, pyta czy spotkanie aktualne i jak tam sobie radzę? Ha! Od początku czekałam na to pytanie, więc jednym tchem wymieniłam jej wszystko o czym przed chwilą pisałam. A ona rozmarzona rzekła: Rany, ale Ci fajnie! (yyy?? oszalała – myślę) 12.00, a ty możesz sobie w piżamie chodzić. I wiecie co? Znajoma nie oszalała.

Po prostu po raz kolejny dotarło do mnie, że powodów do narzekania zawsze będzie mnóstwo, ale to od nas zależy jak do nich podejdziemy. Ja niestety zawsze najpierw wszystko widzę na czarno. Muszę naprawdę mocno sobą potrząsnąć, żeby zacząć dostrzegać barwy każdej sytuacji, w której się znajdę. Narzekanie jest łatwe, bo nie wymaga od nas wysiłku. Wygodnie jest położyć się na kanapie i tak po prostu sobie ponarzekać. Kurczę, przecież można tak sobie leżeć nawet kilka godzin, bo powodów do narzekania znajdzie się co najmniej milion. Tylko czy o to chodzi? Czy nie lepiej wstać z tego wyrka i z wdzięcznością za to co mamy, pomalować swój świat na kolorowo? :)

IMG_2971.1

P.S. Będzie mi bardzo miło jeśli docenisz moją pracę i polubisz lub udostępnisz ten post na FB. A będzie mi jeszcze milej jeśli dołączysz do mnie tutaj :) Zapraszam!

To, czego nie potrafię wyrazić słowami, wyrażam poprzez fotografię. To, co smakuje mi najbardziej jest koloru zielonego. Tam, gdzie się gubię, tam się odnajduję. Zapraszam do mojego smacznego, wykadrowanego świata. Kasia

Comments (18)

  • Juz jakiś czas temu przestałam narzekać … A przynajmniej bardzo sie staram ;) codziennie rano budzę sie i obmyślam co bede robiła … Pozytywnie sie nastawiam, wypełniam sobie dzień po brzegi i tak jakoś raźniej … Do przodu ;)

    Odpowiedz
    • Faktycznie jeśli dobrze sobie wypełnimy dzień różnymi zajęciami, to nie będziemy mieli czasu na narzekanie, a wieczorem będziemy tak zmęczeni, że nawet nam się nie będzie chciało narzekać ;)

      Odpowiedz
  • Ja nie lubię narzekać. Mam duszę optymistki ale zdarzają się takie momenty w ciągu rogu, gdy mój optymizm wyjeżdża na wakacje a ja leżę i patrzę w sufit z rozpaczą, że nic mi się nie chce i wszystko jest do bani.

    Odpowiedz
    • Ja mam takie momenty dosyć często ;) Ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że szkoda mi na to czasu.

      Odpowiedz
  • Każdy z nas lubi ponarzekać, ale nalezy pocieszać sie myślą, że na pewno jest ktoś, kto ma gorzej. Zwłaszcza jak mamy jedno dziecko. Ja równiez nie wyobrażam sobie jedenaściorga dzieci. Mam jedno i są takie dni, że najchętniej wyszłabym i nie wróciła. Moja mama miała siedmioro, również się napatrzyłam jak to jest.. Mąż chce drugie za 2-3 lata, a ja z przerażeniem o tym myślę i zachowuję się jak egoistka, myśląc, że jedno MI wystarczy. Ale ale, mamy jeszcze czas na ewentualne zmiany. :) Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    • Nie uważam, że to egoizm. Każdy ma inne doświadczenia i inne potrzeby, i trzeba to szanować. Mój mąż na drugie dziecko było gotowy już miesiąc po narodzinach pierwszego, a ja byłam gotowa dopiero po 6 latach ;)

      Odpowiedz
  • Narzekanie jest najprostszą drogą – można tym sposobem zrzucić z siebie winę na inne czynniki: los czy otaczających nas ludzi. Oczywiście, każdemu się zdarza… ale ja staram się pozytywnie podchodzić do życia a jak coś jest nie tak to po prostu zmieniać to a nie marudzić pod kołdrą.

    Odpowiedz
  • Jak nie możemy czegoś/kogoś zmienić to należy zmienić siebie i swoje nastawienie. Zawsze należy zaczynać od siebie. Narzekanie w niczym nie pomaga i prowadzi donikąd.

    Odpowiedz
  • Oj , bardzo ciężko czasami powstrzymać się od marudzenia. grunt to znaleźć swój sposób na radzenia sobie z negatywnymi emocjami. Moje do dobra książka, kąpiel w pięknie pachnącej pianie. No i nasze comiesięczne babskie spotkania z koleżankami, które kultywujemy już od kilku lat. Naprawdę polecam.

    Odpowiedz
    • Super pomysły. Ja bym jeszcze do tego dodała kino i dobry film :)

      Odpowiedz
  • A ja narzekać nie lubię, choć zdarza mi jak każdemu :)
    Tylko wkurzam się wtedy na samą siebie, bo taki ogrom rzeczy pozytywnych i przyjemnych dookoła, że aż wstyd skupiać się na tym żeby dostrzegać tylko to co złe. Potem odbija się moje niezadowolenie na wszystkich dookoła.
    Wolę widzieć szklankę do połowy pełną niż odwrotnie i zarażać tym ludzi dookoła siebie, od razu robi się przyjemniej i milej :)

    Odpowiedz
  • Staram się podchodzić do każdego dnia pozytywnie i z uśmiechem, chce pozbyć sie nawyku narzekania. Chociaż są momenty kiedy się nie da ;)

    Odpowiedz
  • Pozytywny tekst o tym, że wcale nie jest nam tak bardzo źle… Nawet gdy czujemy, że tak własnie jest. Lubię taki sposób myślenia :)

    Odpowiedz
  • Ja mam jedno i zastanawiam się, jak sobie radzą kobiety, które ogarniają dwójkę (albo np malutkie dziecko i są w ciąży!) i w dodatku pracę, dom, itp. No siłaczki! Więc Ty z dwójką to też dla mnie siłaczka jesteś :) Ale staram się nie narzekać, choć wiadomo – każdy ma słabszy dzień, że wszystko wydaje się nie takie, jak powinno :)

    Odpowiedz
  • Ludzie którzy wciąż narzekają działają na mnie alergizująco! Serio!!! Ja wiem, że często mamy wiele problemów, które nas niekiedy przerastają, ale nie wierzę, że w ciągu całego dnia nie wydarzy się nic choć trochę pozytywnego i ważnego… Wielu ludziom brakuje sztuki cieszenia się z małych rzeczy…

    Odpowiedz
  • Ja też nie lubię narzekać ale… tekst za krótki, za nudny, taki oklepany, literki takie małe, że ledwo daje się przeczytać…
    Oczywiście żartowałem :)

    Odpowiedz
  • […] A Ty lubisz narzekać?, Sekret ludzi sukcesu, Dzieciństwo z kulą u nogi i Nie wychowam syna na mężczyznę, to wpisy, w których dzielę się z Wami tym, czego uczą mnie moje dzieci. Tak, moje dzieci. Bo są one nie tylko moim największym wyzwaniem, ale także najlepszymi nauczycielami. […]

    Odpowiedz
  • Ja nie bardzo mam na co narzekać :) Poza tym mam takie usposobienie, że – czy chcę, czy nie, widze przede wszystkim zawsze te jasne strony. A im bardziej je dostrzegam, tym jest ich więcej :)

    Odpowiedz

Write a comment