dom_1
fotografia lifestory

Dom

Od jakiegoś czasu jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami długo wyczekiwanego domu. Jeszcze tam nie mieszkamy, ponieważ właśnie dziarskim krokiem wkroczyliśmy w etap: wykończ dom, a nie siebie, ale z niecierpliwością odliczamy dni do przeprowadzki. Pomimo iż zapadło już wiele decyzji dotyczących wyglądu całego domu, to ja cały czas zastanawiam się jaki ten dom powinien naprawdę być? Co powinien mieć, abyśmy chętnie do niego wracali, abyśmy ciągle za nim tęsknili i nie chcieli się z nim rozstawać. Dom, w którym będziemy czuli się bezpiecznie i tak wiecie, normalnie, swojsko. Cały czas zastanawiam się czym będzie dla nas ten dom, bo tworząc go nie chciałabym zapomnieć o tych najważniejszych rzeczach. Rzeczach, które nadadzą mu sens.

Dom, to wartości, które przekazujesz swoim dzieciom.

W moim rodzinnym domu nigdy się nie przelewało. Mama nie dawała nam tego zbyt mocno odczuć i dopóki sami tego nie zrozumieliśmy, w naszym słowniku, słowo „bieda” nie istniało. Pojawiło się po jakimś czasie, gdy już byłam starsza i na tyle rozumna, że wiedziałam czym różni się zawartość mojej śniadaniówki, od śniadaniówki koleżanki. Ale nawet wtedy, gdy zauważyłam pewne różnice, nie miało to dla mnie większego znaczenia, ponieważ mama nauczyła mnie jednej ważnej rzeczy: nieważnie ile masz, podziel się! Do dziś pamiętam jak mama przygotowywała dla nas różne pyszności, a my pakowaliśmy je do woreczka i wynosiliśmy na podwórko, żeby podzielić się z innymi dziećmi. Swój rodzinny dom kojarzę z ciepłymi drożdżówkami, rogalikami z dżemem, pączkami, ciastkami i pysznym sokiem pomarańczowym. Swój dom kojarzę z mamą, która pokazała mi, że nawet jeśli posiadamy mniej, to w żaden sposób nam to nie umniejsza, dopóki jesteśmy dobrymi ludźmi. Chciałabym aby w moim domu te najważniejsze wartości również unosiły się w powietrzu, niczym zapach świeżo upieczonej szarlotki. Chciałabym aby moje dzieci wiedziały jak ta szarlotka smakuje i potrafiły się nią podzielić.

Dom, to wspólne posiłki przy jednym stole.

Pamiętam, że gdy zamieszkaliśmy w naszym obecnym mieszkaniu, uznałam, że duży stół, to mebel, który jest nam zupełnie niepotrzebny, a miejsce, które miałby zająć, lepiej wykorzystać na coś innego. Ktoś mi wtedy powiedział, że w każdym domu musi być stół. W każdej rodzinie musi być stół. Uśmiechnęłam się wtedy do siebie, myśląc, że to zwykły standard, którego wcale nie muszę się trzymać. Teraz, gdy wracam myślami do tamtej sytuacji, uśmiecham się myśląc o tym, jak bardzo się wtedy myliłam. 

Mam swój piękny, ukochany stół, którego nie zamieniłabym na inny mebel. Gdy go kupiliśmy drżałam o niego jak o najcenniejszy skarb. Czyściłam, polerowałam, huhałam i dmuchałam, wręcz nie pozwalałam go dotykać :) Aż do pierwszej rysy… 

Każda rysa, kreska, każdy kolejny ślad, sprawia, że ten stół jest dla mnie jeszcze bardziej cenny, niż w dniu, w którym stanął w naszym domu. Wszystkie ślady niosą ze sobą wspomnienia i mówią o tym, jakie mam szczęście, ponieważ mam z kim zasiadać do tego stołu i dzielić wszelkie radości i smutki. Wszystkie te ślady mówią o tym, jaką jestem szczęściarą, mając koło siebie moich bliskich i mogąc dzielić się z nimi wspólnymi posiłkami.

Dom, to silne fundamenty, które tworzy rodzina. 

Pamiętam moment, w którym dowiedziałam się o swoich problemach zdrowotnych. Pamiętam jak z wynikami wróciłam od lekarza, weszłam do pustego mieszkania i rozpłakałam się. Płakałam jak małe dziecko, któremu ktoś odebrał ulubioną zabawkę. Niby rozumiałam co się dzieje, ale jednak nie wiedziałam dlaczego tak się dzieje. Doskonale pamiętam tamten moment, bo był to moment, w którym przewartościowałam sobie całe życie. Życie, które było wyjątkowo kruche. Płakałam wtedy i to bardzo. Ale im dłużej to trwało, tym czułam się lepiej.

A gdy już trochę uspokoiłam się, poczułam pustkę. Taką dosłowną pustkę. Rozejrzałam się po mieszkaniu, w którym nikogo nie było. Byłam tylko ja i głucha cisza. Nie takiego domu chciałam.

Ogarnęłam się szybko i pobiegłam do przedszkola po Alicję. Potem zadzwoniłam po męża i resztę dnia spędziliśmy razem. W naszym mieszkaniu. Tak bardzo potrzebowałam w nim gwaru, śmiechu dziecka, żartów męża, tego wszystkiego, co wypełnia naszą codzienność. I uwierzcie mi, że będąc przy nich ani przez chwilę nie było mi smutno. 

Nic wtedy nie mogło dać mi większej siły, niż moja rodzina. Nikt nie mógł szybciej wyciągnąć mnie z dołka, do którego wpadłam, niż moi bliscy. Nikt i nic nie jest w stanie dać mi większego oparcia, niż moja rodzina.

Wiele razy w swoim życiu wracałam do pustego mieszkania i chyba już nie mam więcej na to ochoty. Chcę wracać do domu, w którym czekają na mnie moi bliscy, bo to oni są najsilniejszym fundamentem domu, który tworzymy.

Dom, to nie przedmioty. Dom, to uczucia.

Dom, to miejsce, które jest piękne nie dlatego, że urządzisz je drogimi, pięknymi przedmiotami. One wypełniają przestrzeń, nadają charakteru, uprzyjemniają, a nawet ułatwiają życie. Ale dom to nie przedmioty, to przede wszystkim miejsce, które wypełnią najdrożsi Ci ludzie. Ludzie, dzięki którym uzyskasz piękno wnętrza, jakiego każdy Ci pozazdrości. Bo tylko ci, których kochasz i przez których jesteś kochana, mogą dać uczucia i emocje, których nie da Ci żaden świecznik, żaden fotel, żaden dywan, żaden stylowy kominek. Dom, to radość z wygłupów na miękkim dywanie, ciepło z przytulasków na jednym fotelu i wspólna, wieczorna cisza przy świecach. Dom, to ciepło, które płynie nie z klimatycznego kominka, a z serca, które dajesz swoim bliskim. Dom, to ciepło wspólnie wypitego „kakałka” w zimowy wieczór, mocno otulonego gorącymi opowieściami.

Dom, to ludzie i chwile, które razem tworzymy!

Dom, to mąż, dzieci. Rodzice, babcie, dziadkowie. Każda ciocia i każdy wujek. Dom, to brat. I siostra. 

Dom, to również przyjaciele. Wszystkie wspólnie zjedzone pizze, sushi i inne cuda wianki. 

Dom, to ludzie, którzy do nas przychodzą i wypełniają nasze miejsce wspomnieniami. Dom, to chwile, którym znaczenie nadaje druga osoba. 

Dom, to ludzie.

A czym dla Ciebie jest dom?

P.S. Będzie mi bardzo miło jeśli docenisz moją pracę i polubisz lub udostępnisz ten post na FB. A będzie mi jeszcze milej jeśli dołączysz do mnie tutaj :) Zapraszam!

dom_1

dom_2

dom_3

 

dom_5

dom_6

dom_7

dom_8

dom_9

dom_10

dom_11

dom_12

dom_13

 

To, czego nie potrafię wyrazić słowami, wyrażam poprzez fotografię. To, co smakuje mi najbardziej jest koloru zielonego. Tam, gdzie się gubię, tam się odnajduję. Zapraszam do mojego smacznego, wykadrowanego świata. Kasia

Comments (8)

  • Uśmiałam się przy “wykończ dom, a nie siebie” ;) Życzę, żeby jak najszybciej i bezboleśnie udało się ten plan zrealizować ;)

    Odpowiedz
    • Już wiemy, że szybko nie będzie, ale może damy radę bezboleśnie ;)

      Odpowiedz
  • Zdecydowanie dbaj o siebie na pierwszym miejscu <3

    Odpowiedz
  • Całe życie mieszkam w tym samym domu. Nie wyobrażam sobie mieszkać gdzie indziej, a już na pewno nie w bloku z płyty. Gdy byłam nastolatką marzyłam o mieszkaniu w centrum miasta. Teraz jako matka doceniam wieś za ciszę, spokój i miejsce do rowerowych wycieczek. Nieoceniony jest również własny trawnik i kawałek warzywnego ogródka.

    Odpowiedz
    • No właśnie u mnie było odwrotnie :) Cały czas mieszkałam w bloku, dlatego teraz radość z domu jest wręcz nieopisana :)

      Odpowiedz
  • Po przeczytaniu Twojego wpisu zrobiło mi się jakby ciepło. Dom to przede wszystkim ludzie, zgadzam się z tym w 100%.
    Pozdrawiam serdecznie,
    K

    Odpowiedz

Write a comment