IMG_5222.1
macierzyństwo

Licz się ze słowami, rodzicu! W końcu mówisz do dziecka!

Zawsze staram się być wyrozumiała i z reguły nie pouczam innych rodziców jak mają wychowywać swoje dzieci. Każda mama, każdy tata zna swoje dziecko i oni najlepiej wiedzą co jest dla niego dobre, a co nie. Tak więc z udzielaniem rad jestem ostrożna, ale gdy ktoś poprosi o nią, to chętnie dzielę się swoimi doświadczeniami. Jednak sama staram się nie narzucać. Oczywiście, że czasami coś mi się wyrwie, ale potem sobie tłumaczę, że chyba jednak nie powinnam się wtrącać.

Jeśli chcesz, żeby Twoje dziecko piło Colę w wieku 3 lat, to ok, nie będę Cię nawracać. Ale jeśli zapytasz mnie o opinię w tej kwestii, to Ci powiem dlaczego jestem przeciwniczką takiego postępowania, bo jednak mam wyrobione swoje opinie na wiele spraw i nie boję się o tym mówić. Ale nigdy nie podejdę do Ciebie i nie powiem Ci, że na przykład powinnaś założyć dziecku czapkę, bo wieje wiatr. Bo skoro nie założyłaś swojemu dziecku tej nieszczęsnej czapki, to widocznie masz do tego dobry powód. Nigdy nie zwrócę drugiej matce uwagi, że jej dziecko powinno to czy tamto, bo sama jestem matką i decyzje, które podejmuję, są przemyślane i podejmowane w dobrej wierze. I sama bym nie chciała, żeby ktoś mi zwracał uwagę, pomimo iż czasami tak się zdarza. Ale o tym będzie oddzielny wpis ;)

Licz się ze słowami, rodzicu! 

Często jestem świadkiem niezrozumiałych dla mnie zachowań rodziców wobec dzieci, ale zawsze staram się wytłumaczyć to sobie jakoś, bo wiem, że widzę tylko pewien mały fragment całej sytuacji i wiem, że na podstawie tego nie powinnam oceniać. Jednak za cholerę nie potrafię sobie wytłumaczyć dlaczego ludzie zwracają się do swoich dzieci bez szacunku i często z agresją. W te wakacje byłam świadkiem rozmów, albo raczej monologów, których nie spodziewałam się usłyszeć przede wszystkim dlatego, że były one skierowane do dzieci. Przytoczę tylko trzy, które najbardziej mnie zszokowały.

„Nie kupię Ci loda, bo jesteś taką sierotą, że pewnie się rozchorujesz!” 

Serio? Serio Twoje dziecko jest sierotą i naprawdę rozchoruje się po jednym lodzie? To może nie dawaj mu też chleba, bo zakrztusi się okruchem i pewnie udusi. Wody też mu nie dawaj, bo się zadławi. Przecież jest taką sierotą. 

„Jak będziesz biegać, to cię zamknę w hotelu i tam spędzisz wakacje!” 

Ok, kiedyś zdarzało mi się mówić do Alicji „nie biegaj” ale bardziej to wynikało z tego, że bałam się, że jak upadnie, to zrobi sobie krzywdę. Jednak mój lęk pomimo iż był uzasadniony, to był trochę wyolbrzymiony, o czym pisałam TUTAJ. Poza tym nigdy nie straszyłam Ali, że ją gdzieś zamknę. Odebrać dziecku możliwość zabawy i szaleństwa, to trochę tak, jakby odciąć mu dopływ tlenu. Przecież właśnie na tym polega dzieciństwo, żeby skakać, biegać, bawić się i wygłupiać.

„Do nogi!” 

Szczerze? To nawet nie wiem jak to skomentować. Po prostu zabrakło mi słów, gdy usłyszałam jak czule tata zwraca się do swojej córki. Ok, nie usłyszała za pierwszym razem i faktycznie wołał ją kilka razy, ale znacie dziecko, które świetnie bawiąc się na placu zabaw, od razu podejdzie do rodzica, gdy ten zawoła? Ja nie znam. Sama w takiej sytuacji muszę wołać Alicję przynajmniej 5 razy, a i tak to nie zawsze działa. Ale nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby krzyknąć do niej „do nogi!” Zazwyczaj podchodzę i tłumaczę, że musimy już iść. Czy to taki wielki wysiłek?!

Ludzie, dziecko nie jest naszą własnością, z którą możemy robić co nam się tylko podoba. Dziecko to człowiek! Delikatna i wrażliwa istota, która zasługuje na taki sam szacunek, jak osoba dorosła. A może nawet na większy. Nie zastraszajmy swoich dzieci, nie poniżajmy, nie krytykujmy i nie bądźmy wobec nich agresywni, bo sami byśmy nie chcieli być w taki sposób traktowani.

Przyznam się szczerze, że w żadnej z tych sytuacji nie zareagowałam, nie zwróciłam żadnemu z tych rodziców uwagi, że tak nie powinno się mówić do dziecka. Po prostu pomyślałam, że nie powinnam się wtrącać. Ale czy słusznie? Moje pytanie do Was: czy w takich sytuacjach powinno się reagować i zwracać komuś uwagę? Czy w ogóle mamy do tego prawo? Czy może jest to wręcz nasz obowiązek?

Licz się ze słowami, rodzicu! W końcu mówisz do dziecka!

P.S. Będzie mi bardzo miło jeśli docenisz moją pracę i polubisz lub udostępnisz ten post na FB. A będzie mi jeszcze milej jeśli dołączysz do mnie tutaj :) Zapraszam!

Podróżuję, pstrykam, smakuję… W międzyczasie rozprawiam się z mitami dotyczącymi macierzyństwa, a potem wszystko przelewam na bloga.

Comments (13)

  • Dobre podejście! Samej nie ma się co wyhylać, ale jak ktoś zapyta to warto wyjasnić czemu się robi tak a nie inaczej :)
    “Do nogi”? serio, do dzieci? masakra :(

    Odpowiedz
  • W sumie to nie jestem skłonna do krytykowania i nie zrobię tego. Ja sama nie raz i nie dwa załapałam się na zwrocie do dziecka, który nie jest karygodny. I owszem zabrać dziecku możliwość zabawy to masakra, ale co powiedziałbyś dziecku, które nie słucha ani tłumaczeń, ani uwag, ani próśb? Można oczywiście powiedzieć, że Rodzic sam jest sobie winien, ale naprawdę łatwo jest oceniać innych…Co nie zmiana faktu, że naprawdę masa ludzi specjalnie, bez powodu nie odnosi się do dzieci z szacunkiem, a traktuje je wręcz jako istoty drugiej kategorii…

    A tak swoją drga, zwrot “do nogi!” nas bije po oczach i uszach, jak ktoś swojego psa, czy kotka traktuje jak dziecko to to rozumiemy…Dziwny jest ten świat…

    Odpowiedz
    • Uwierz mi, że miałam różne sceny ze swoją córką, gdy trzeba było opuścić plac zabaw, ale nigdy nie odezwałam się do niej wulgarnie i nigdy jej nie poniżyłam. Musiałam sobie wypracować z córką pewne rzeczy. To trwało i nie było mi łatwo, ale było warto. Nauczyłam się rozumieć i szanować jej potrzeby, dzięki czemu ona nauczyła się tego samego w stosunku do mnie. Jasne, że nie zawsze jest różowo, ale to jest dziecko, a dziecko zawsze będzie sprawdzać gdzie są granice.

      Odpowiedz
  • To prawda, że czasami słyszy się przypadkowo takie odzywki rodziców, że ręce opadają, ale z drugiej strony czasem może też być tak, że coś wyrwane z kontekstu dla postronnego słuchacza jest oburzające, a może to wcale nie jest nic złego.

    Odpowiedz
  • Dobrze to ujęłaś. Czasem rodzice traktują dziecko jakby było ich własnością. Taką małpką na sznurku. Pomimo, że takie zachowanie uważam za niewłaściwe, to myślę, że nie ma co się wtrącać. I tak by to na pewno nic nie dało, a tylko Ty bys miała nieprzyjemne spięcie z tą osobą.

    Odpowiedz
  • chyba nie zareagowałabym; w obawie, że rodzic jeszcze bardziej wyładuje agresję na dziecku

    Odpowiedz
  • Zawsze zastanawiam się, czy takim ludziom byłoby miło, gdyby wszyscy się do nich tak zwracali, jak oni do dzieci. :)

    Odpowiedz
  • Myślę, że nawet reakcja nic dobrego by w tym przypadku nie dała. A frustracja rodzica mogłaby jeszcze bardziej przełożyć się na dziecko. Ja też nigdy nie zrozumiem, dlaczego tak wielu traktuje dzieci jako swoje własności a nie odrębnego człowieka, która myśli, czuje i wiele rzeczy rozumie.

    Odpowiedz
  • Myślę, że nie warto czasem takim rodzicom zwracać uwagi, chyba że już przeginają z wulgaryzmami itp. Warto jednak czerpać z tego i nie robić tak samemu. Myślę, że każdego czasem ponosi, ale trzeba znać granicę której nam rodzicom nie wolno przekroczyć.

    Odpowiedz
  • Do nogi? Poważnie… Ręce mi opadły…

    Odpowiedz
  • Jej to tak można? Ręce mi czasem opadają jak rodzice traktują swoje dzieci. A już nie wspomną jak często nie doceniają ich jako równych sobie partnerów do rozmowy, zakładając, że i tak nie skumają tego co do nich mówimy:( Przykre, ale prawdziwe.

    Odpowiedz
  • Nigdy nie spotkałam się z takimi określeniami wypowiadanymi w stronę dziecka, ale wierzę, że takie gbury istnieją. Sama pewnie też bym nie zareagowała, właśnie ze strachu, że gbur wyładuje się na dziecku albo na mnie (najgorzej, kiedy byłabym ze swoją Zosią). Nie raz jest mi ciężko utrzymać nerwy na wodzy przy mojej córce i nie raz mam momenty, kiedy chce mi się tylko usiąść i płakać albo krzyczeć, ale nie wyobrażam sobie wyładować tych złych emocji na dziecku.
    Szkoda mi tych biednych dzieci. I żal mi dorosłych, którzy w ten sposób zwracają się do nich, bo to świadczy o ich słabości i niedojrzałości.

    Odpowiedz
  • […] bo też mi czasami puszczają nerwy. Jednak najpierw odsyłam Was do tamtego wpisu (kliknij -> TUTAJ), żebyście zrozumieli o co mi chodzi. Nie zmieniam zdania w tamtej kwestii, dziecko nie jest […]

    Odpowiedz

Write a comment