monachium_ogród_angielski_1
fotografia podróże

Monachium – samoloty, zimne piwo i surferzy

A wiecie, że w te wakacje byliśmy również w Monachium? Nie chwaliłam się, bo nie był to wyjazd w celach turystycznych i trwał tylko niecałe dwa dni, ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy jednak choć trochę nie pozwiedzali. 

Panie pilocie, ma pan dziecko w samolocie!

Do Monachium wybraliśmy się samolotem. My i dwoje naszych dzieci. O tak, wiem, że dziecko w samolocie, to czasami nie tylko koszmar dla rodziców, ale również dla pasażerów. A skąd to wiem? Bo doświadczyliśmy niezbyt przyjemnej podróży samolotem, gdy Alicja miała 2 lata, a my wybraliśmy się do Barcelony. Dla Ali ta podróż okazała się „lekką” torturą z jednego, pozornie błahego, powodu. Przy starcie i przy lądowaniu musiała być przypięta do mnie pasem, a nie było jej to na rękę. Nic nie pomogło, krzyczała ile sił w płucach, a do tego jeszcze stewardesa, która stała nad nami, również krzyczała, że „mam TO dziecko uspokoić, bo w końcu jestem jego matką i natychmiast przypiąć pasami”. Czujecie całą sytuację? Jeśli nie, to mam nadzieję, że nigdy nie będziecie mieli okazji jej poczuć.

Dlatego jadąc z 11-miesięcznym  Piotrusiem na lotnisko byliśmy nieco zestresowani. Olaliśmy wszystkie złote rady mówiące o tym jak spokojnie podróżować z małymi dziećmi, bo żadna z tych rad nigdy nie sprawdziła się w przypadku Alicji. Na szczęście Piotrusiowi absolutnie nic nie przeszkadzało w czasie lotu i spokojnie, z uśmiechami na twarzy dotarliśmy do Monachium. Ale dodam jeszcze tylko, że w trakcie podróży bardzo pomocne okazały się gadżety i słodkości, które Alicja i Piotruś dostali od stewardessy oraz przemiłe nastawienie obsługi do dzieci. 

monachium_0

monachium_0a

Brak planu, to też plan.

Gdy znaleźliśmy się w Monachium była 7 rano, a jedyny plan jaki mieliśmy, to brak tego planu. W godzinach obiadowych mieliśmy się spotkać z rodziną, ale niestety do godzin obiadowych było sporo czasu, który musieliśmy jakoś wypełnić. Zerknęliśmy szybko na jakąś mapę i stwierdziliśmy, że jedziemy do Muzeum Lotnictwa. Jednak ten plan nieco pokrzyżowała nam przypadkowo spotkana dróżka, która skusiła nas swoją zielenią i właśnie tym sposobem trafiliśmy do… No właśnie, nie wiem gdzie, ale było pięknie. Tam zjedliśmy kanapki, które w domu spakowałam do plecaka, a potem oddaliśmy się błogiemu lenistwu. Spójrzcie tylko na zdjęcia. Jestem pewna, że zrobilibyście to samo.

monachium_12

monachium1

monachium_2

monachium_3

monachium_4

monachium_5

monachium_6

monachium_7

monachium_8

monachium_9

monachium_10

monachium_11

monachium_13

monachium_14

Muzeum Lotnictwa

Ale do Muzeum Lotnictwa też dotarliśmy. Ja i Piotruś trochę się wynudziliśmy, ale Alicja i męż byli pod wrażeniem. Czytali, tłumaczyli, oglądali, podziwiali, wchodzili tam, gdzie dało się wejść, testowali to, co dało się przetestować. Ogólnie bawili się całkiem dobrze.

monachium_muzeum_lotnictwa_1

monachium_muzeum_lotnictwa_2

monachium_muzeum_lotnictwa_3

monachium_muzeum_lotnictwa_4

monachium_muzeum_lotnictwa_5

monachium_muzeum_lotnictwa_6

monachium_muzeum_lotnictwa_7

monachium_muzeum_lotnictwa_8

monachium_muzeum_lotnictwa_9

monachium_muzeum_lotnictwa_10

monachium_muzeum_lotnictwa_11

monachium_muzeum_lotnictwa_12

Ogród Angielski i niespodzianka…

Byliśmy w Monachium dwa dni i w te obydwa dni odwiedziliśmy Ogród Angielski. Jest piękny! Kwiaty, zieleń, cisza, a na końcu ogrodu niespodzianka. Surferzy unoszący się na falach rzeki! Serio! Zobaczyć surferów w centrum wielkiego miasta, to dla mnie niezłe zaskoczenie. Ale to proste, jak ktoś ma pasję, to nie ma znaczenia czy mieszka się blisko morza, czy w mieście. Po prostu surfuje i już!

monachium_ogród_angielski_5

monachium_ogród_angielski_6

monachium_ogród_angielski_7

monachium_ogród_angielski_8

monachium_ogród_angielski_9

monachium_ogród_angielski_10

monachium_ogród_angielski_11

monachium_ogród_angielski_12

monachium_ogród_angielski_13

monachium_ogród_angielski_2

monachium_ogród_angielski_3

monachium_ogród_angielski_4

Spacery, spacery…

Spacery towarzyszyły nam właściwie przez cały pobyt w Monachium, ale nie były to zwykłe spacery. Padało hasło: „Przespacerujmy się może w to miejsce”, a kończyło się to tak, że lądowaliśmy w zupełnie innym miejscu. Jednak drugiego dnia, gdziekolwiek nie szliśmy, cały czas mieliśmy na uwadze to, żeby jednak zmierzać w stronę lotniska. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zapragnęła chociaż jednej pamiątki z Monachium i w związku z tym postanowiliśmy udać się w kierunku centrum. Była niedziela, a ja nawet przez moment nie pomyślałam, że wszystkie sklepy mogą być zamknięte. Niestety były :( Nawet nie załapałam się do cukierni, która miała być czynna od 13.00, a nas o tej godzinie miało już tam nie być. Na szczęście załapaliśmy się na pokaz na Rathaus-Glockenspiel na Marienplatz. 

monachium_ogród_angielski_1

monachium_1

monachium_2

monachium_3

monachium_4

monachium_5

monachium_6

monachium_7

Festiwal, ale nie wiem jaki…

Gdy wydawało nam się, że już nic nie zobaczymy, a wszystkie drogi prowadzą na lotnisko, postanowiliśmy zjeść jakiś obiad i pożegnać się z Monachium. Pożegnanie to jednak również nas zaskoczyło, ponieważ zupełnym przypadkiem trafiliśmy na jakiś festiwal. Było gwarnie, było pysznie, było muzycznie, było wspaniale. Mnóstwo uśmiechniętych ludzi, od których biła cudowna energia, kelnerzy w śmiesznych fartuszkach, noszący w rękach po 10 kufli piwa, głośne śmiechy, gorące dyskusje… Fantastyczny klimat! I proszę, nie pytajcie co to było i gdzie to było, bo nie mam bladego pojęcia. Zresztą nawet chyba nie chcę wiedzieć. Było tam tak uroczo, że ta wiedza nie jest mi do niczego potrzebna, wystarczą wspomnienia ;)

monachium_festiwal_1

monachium_festiwal_2

monachium_festiwal_3

monachium_festiwal_4

monachium_festiwal_5

monachium_festiwal_6

Monachium, to piękne miejsce. Mam nadzieję, że będę miała okazję jeszcze tam wrócić, ponieważ te kilka chwil rozgrzało mój apetyt na więcej. Szczególnie na te ciastka, na które mogłam popatrzeć tylko przez szybę. Ale może też bardziej świadomie i z większą znajomością miejsc, które zwiedzę, spędzę tam czas. Chociaż czy to właśnie jest najważniejsze…?

P.S. Będzie mi bardzo miło jeśli docenisz moją pracę i polubisz lub udostępnisz ten post na FB. A będzie mi jeszcze milej jeśli dołączysz do mnie tutaj :) Zapraszam!

To, czego nie potrafię wyrazić słowami, wyrażam poprzez fotografię. To, co smakuje mi najbardziej jest koloru zielonego. Tam, gdzie się gubię, tam się odnajduję. Zapraszam do mojego smacznego, wykadrowanego świata. Kasia

Comments (11)

  • Ale super wyprawa! Świetne fotki!

    Odpowiedz
  • Też byliśmy w tym roku we wakacje w Monachium. Uwielbiam to miasto i ten park, w którym byliście również mnie zachwycił. Pięknie odzwierciedliłaś na zdjęciach te miejsca.

    Odpowiedz
  • Dziękuję :) Mam nadzieję, że uda mi się tam jeszcze kiedyś wrócić :)

    Odpowiedz
  • […] Było super, o czym możecie się przekonać tutaj, tutaj, tutaj i jeszcze tutaj. O, i jeszcze tu […]

    Odpowiedz
  • Ja Monachium pamiętam z dzieciństwa: w każdym parku był tak fantastyczny plac zabaw dla dzieci, że chyba zaliczyłem każdy z nich :)

    Odpowiedz
    • My w sumie zaliczyliśmy tylko dwa, ale i tak było super ;)

      Odpowiedz
  • Fantastyczna podróż bez planu :) Nie wyobrażam sobie, by obsługa samolotu wrzeszczała na mnie i moje dziecko. To straszne.

    Odpowiedz
    • Niestety, przytrafiła nam się taka “przygoda”…

      Odpowiedz
  • Podróżowanie z dzieckiem jeszcze przede mną, ale myślę, że wiele zależy nie tylko od samych dzieci i rodziców, ale też od tego jak zachowują się ludzie dookoła (w tym obsługa). I na pewno nie pozwoliłabym nikomu krzyczeć ani na mnie ani na moje dziecko. A Wasza wycieczka cudna!

    Odpowiedz
  • Czasami nie wiadomo czy w takich sytuacjach lepiej skupić się na płaczącym dziecku, czy na fatalnej obsłudze…

    Odpowiedz

Write a comment